TEN Krzysztof Planeta

TEN Krzysztofa Planety • poezje

Krzysztof Planeta (ur. 1950) — inżynier, w latach 70-90 działacz i organizator społeczny, kierownik Studenckiego Centrum Filmowego Stodoła i założyciel Zespołu Filmowego Remont. Poeta od czternastego roku życia i prozaik, nigdy nie troszczył się o publikowanie swoich utworów. Zbiorek TEN Krzysztofa Planety, wybór 128 wierszy, jest jego debiutem wydawniczym.

Poniższe wideo przedstawia autora recytującego swój wiersz Piąteczek podczas prywatnego spotkania. (Z archiwum Tomasza Cichawy, ok. 2010.)

Fragmenty przedmowy-rozmowy…

Pamiętasz, kiedy napisałeś pierwszy wiersz?

Krzysztof Planeta: Było to chyba w ostatniej klasie podstawówki, w Ostrowi Mazowieckiej, miałem jakieś czternaście lat. Pretekstem był zawód miłosny. Mój obiekt miłości był harcerką i zdradził mnie na obozie letnim. Sięgnąłem więc po długopis i zeszyt pod wpływem goryczy i łez. Napisanie wiersza pomogło, wziąłem to na klatę i powiedziałem, że dość już tej miłości bez wzajemności. Tej miłości okrutnej!

[…]

Czy w Twoim domu rodzinnym panowała atmosfera, która sprzyjała rozwojowi poetyckich, literackich umiejętności? Czy zachęcano Cię, towarzyszono w tej drodze?

Jak miałem pięć lat, ciocia Irena zapytała mnie, czy znam jakiś wierszyk? Oczywiście, że nie znałem. Ciocia Irena wyciągnęła książkę i przeczytała mi kilka utworów. Najbardziej spodobał mi się wiersz Żuraw i czapla Jana Brzechwy. Z pomocą cioci Irenki, szybko nauczyłem się tej poezji na pamięć. Wtedy zaczął się mój inny świat.

Nasze życie sąsiedzkie było dość bogate. We wszystkie sąsiedzkie święta, przez parę lat recytowałem wierszyki ku uciesze sąsiadów. Zapowiadała mnie ciotka Irenka. Sepleniłem i to im się najbardziej podobało. Byłem słuchany i mój repertuar wciąż się poszerzał. W ciągu pół roku ciotka Irenka nauczyła mnie czytać. Miałem 6 lat, kiedy samodzielnie potrafiłem już coś przeczytać. Nauka czytania przychodziła mi łatwo, głównie dzięki gazecie. Moja matka przynosiła z pracy przeterminowaną Trybunę Ludu, rwała ją na kawałki, które zawieszała na gwoździu w wychodku. Tam też z nudów i ciekawości szkoliłem swoje pasje czytelnicze. Trochę dowiedziałem się o PZPR i walce klasowej, o faszyzmie, odchyleniu prawicowo-nacjonalistycznym. Ale polityka mnie nie wciągała, tylko czytanie.

[…]

Później czytałem Słowackiego, Mickiewicza i tak dalej, cały materiał romantyczny. Kiedy taki dzieciak załapie się na poezję romantyczną, to jest to dobre dla jego zdrowia psychicznego.
Mama wiedziała o moim pociągu do poezji, bo ja wciąż czytałem w nocy pod kołdrą przy świetle latarki. Mama była pielęgniarką i przywiązywała uwagę do higieny życia swych dzieci, więc sprawdzała czy ja już śpię, czy ja jeszcze czytam, o pierwszej w nocy, przecież trzeba było rano wstać do szkoły!
Kiedy zapisałem się do biblioteki publicznej, czytałem całą literaturę światową, czytałem wszystko, czego w tej bibliotece nie czytano! (śmiech)

[…]

Na obozie byli głownie harcerze i harcerki z Warszawy. […] Oboźnym był Maciek Zembaty, późniejszy bard Solidarności, wtedy jeszcze student Uniwersytetu Warszawskiego. Grał na gitarze i śpiewał fajne piosenki. Lubiłem go słuchać i troch mu pozazdrościłem, postanowiłem więc, że będę pisał własne teksty do własnej muzyki. Dobrze się z Maćkiem dogadywałem.
Razem z nim, w jednym namiocie, przebywała studentka, z którą był w parze. Któregoś dnia do obozu przyjechała matka tej dziewczyny, tak na parę dni i zamieszkała z nimi w jednym namiocie.

Wtedy Maciek poprosił mnie żebym zaopiekował się „teściową”, bo ona się nudzi. Kiedy się zapytałem o „teściową”, to powiedział mi, że jest to znana w Polsce aktorka, Hanna Skarżanka.

[…]

Czym było dla Ciebie pisanie poezji w tym kontekście socjalistycznej rzeczywistości?

To był taki przystanek. Przystanek psychiczny.

Czyli miałeś chęć podzielenia się tym z publicznością?

Tak. Kiedy w akademiku zostałem już kierownikiem klubu studenckiego, to zorganizowałem parę wieczorów poetyckich z własną poezją.

Jeszcze wówczas grałem na gitarze i śpiewałem własne piosenki. (Ale chyba nie zachowały się żadne nagrania.) Taki byłem niecodzienny w oczach innych: pisze wiersze, czyta je, śpiewa, jest kierownikiem klubu, daje się ludziom rozwijać i jeszcze biznesy rozmaite robi i daje ludziom zarobić.

Te wieczory poetyckie miały miejsce w klubie Mospan, w samym akademiku na Kopińskiej, w sali widowiskowej na 200 osób. Oczywiście ściągaliśmy tam też innych artystów.

[…]

Pisanie stało się dla Ciebie chyba czymś niezbędnym, świadczą o tym teksty, których nazbierała się cała szafa?

Tak, reagowałem na otaczającą mnie bliską rzeczywistość. Jak coś się działo, to pisałem. Nagle myślałem sobie: „To może być ładny wiersz”. Słowo, zdanie, wydarzenie… dawały przełożyć się na obrazy poetyckie. „Niech mi Schiller albo Goethe wskaże równego poetę…”, tak nagle przychodziło mi do głowy.

Czy dużo czasu zabierało Ci pisanie wiersza?

Nie. Siadałem, pisałem i… było napisane. Albo nie było. Specjalnie nie poprawiałem, nie spędzałem czasu na polerowaniu. To było tak, jak rzyganie, albo wyleci, albo nie wyleci… Jak wracałem autobusem z pracy, to w notesiku, który zawsze miałem ze sobą, notowałem wiersze, w trakcie jazdy. Wszystkie musiały być już napisane przed przystankiem końcowym. Czasami rechotałem sam do siebie w tym autobusie, bo coś mi się spodobało albo mnie zaskoczyło, aż się pasażerowie gapili. Takie to było to życie na przedmieściach poezji.

Fragment „Przedmowy-rozmowy” za zbiorku TEN Krzysztofa Planety.


Daj mi szaleństwo kobiet tańczących

Gdy czas modlitwy – nie Zmartwychwstanie,
Gdy wszystko tępo, wszystko marnie,
Gdy wszystko na głos myślę o Tobie,
Daj mi choć cząstkę pijanych kobiet.

Daj mi bezwstydnych ciał przyzwolenie,
Niechaj pijane zwodzą nadzieje,
Wtedy zanucę pijany chorał,
Pijaną radość, Non omnis moriar.

Daj mi szaleństwo tańczących kobiet,
I wdów żałobnych oddal spowiedź,
Wtedy i żebrak datek Ci rzuci,
Boś jest najbliższy pragnieniom ludzi.

I zanim umrę, na dnie kieliszka,
Moja pijana literka załka,
Wśród twarzy bliźnich, moje odbicia,
Znajdą choć cząstkę mojego życia.

„Dajesz!?” „Nie dajesz?”
„Jak wierzyć w Ciebie?”
„Gdzie jesteś, tutaj?”
„W powietrzu?”
…”Nie wiesz?!”


TEN

Ilustracje tomiku TEN Krzysztofa Planety pochodzą z dzieła Justinesa Kernera, Kleksographien, Deutsche Verlags-Anstalt (Stuttgart, 1890).

Podziel się opinią